małe drewniane kurniki

Oficjalny serwis Koła Naukowego Slawistów w Łodzi

Temat: KURNIKI -Projekty/Propozycje
Czy ktoś z was ma kurniki wytynkowane od środka w jakim dużym budynku gospodarczym?Tzn np garaż o dł ok20 metrów a w nim z 5 kurników.Wszystkie odgrodzone.Bo ja waśnie mam takie kurniki zrobić.Nie chcę burzyć tego budynku i konstruować małe drewniane kurniki tylko chcę mieć takie murowane.Kłopot tym że bydynek jest dość szeroki i kurnki będą dość duże(zbyt duże).i tak właśnie nie iem co mam zrobić z pozostałym miejscem w tym budynku.

[ Dodano: 2008-07-21, 13:05 ]
Źródło: forum.woliera.com/viewtopic.php?t=119



Temat: Barszcz połtawski
Barszcz połtawski

Źródło przepisu – Hygina Seheń „Kuchnia rosyjska”

Składniki:
0,6 kg gęsi lub kury
300 g kapusty, drobno poszatkowanej
400 g ziemniaków, pokrojonych w kostkę
300 g buraków
50 g słoniny
40 g masła
100 g pasty pomidorowej
100 g gęstej śmietany
50 g pietruszki
100 g marchwi
70 g cebuli posiekanej w kostkę
sól, cukier, 30 g zieleniny (koperku)

Kluski:
150 g mąki gryczanej, jajo, sól

Wykonanie:
Mięso ugotować do miękkości, dodając 2 l wody. Wywar odcedzić, mięso pozbawić kości, pokrajać. Buraki obrać, pokrajać w słomkę i udusić z dodatkiem niedużej ilości wywaru i tłuszczu. Marchew i pietruszkę umyć, oczyścić, pokrajać w słomkę, poddusić z cebulą na rozgrzanym tłuszczu nie rumieniąc. Pod koniec smażenia dodać pastę pomidorową. Do wrzącego, odcedzonego wywaru dodać ziemniaki, zagotować, dodać kapustę i dalej gotować ok. 15 minut. Następnie dodać obsmażone warzywa, uduszone buraki, śmietanę i słoninę roztartą z połową drobno posiekanego koperku. Ugotować do miękkości.
Sporządzić ciasto na kluski: do 1/4 szklanki wrzątku wsypać połowę mąki, uprzednio podsuszonej na patelni lub na blasze w piekarniku, wymieszać drewnianą łyżką, przestudzić, dodać jajo, resztę mąki i sól. Dobrze wyrobić. Zwilżoną w wodzie metalową łyżką formować małe kluski i wrzucać je do wrzącej osolonej wody. Zamieszać, gotować pod przykryciem, a gdy wypłyną, wyjmować łyżką cedzakową. Mięso, kluski i śmietanę wyporcjować na talerze, zalać doprawionym barszczem i posypać świeżo pokrajaną zieleniną.



Moje uwagi:
Mięso kuraka ugotowałam w bulionie z warzywami i przyprawami. Nie dawałam śmietany do gotowania, tylko do garnirowania. O słoninie zapomniałam.... Zupę podałam bez mięsa, które wykorzystałam do kurnika.
Źródło: cincin.cc/index.php?showtopic=30439


Temat: POZNAJMY SIĘ!
Haaaa znalazłem mój wpis z ok 3 lat temu opisujący moje początki (boże jak fajnie jest wspominać) yyhyhyhyh teraz to się moge śmiać z tego ;-)


Może na początek ciut o sobie. Nazywam się Kamil Kowalski, mieszkam (powiedzmy ze od niedawna) w malej wsi Kłaj oddalonej od Krakowa ok 30 km od 4 lat hoduje czubatki... A zaczęło się to tak... Jeżeli miałem mieszkać na wsi to nie chciałem za bardzo sie wyróżniać od reszty ludzi, wiec wymyśliłem sobie ze kupie sobie jakieś kury albo kaczki mandarynki (one odpadły już na starcie - co tu gadać to był by wtedy nie lada wydatek jak na 14sto latka), wiec pozostałem przy kurach. Zacząłem pytać kolegów czy przypadkiem nie maja odsprzedać kilku kurek (niestety albo stetyyy zawsze bylo: NIE! ZWARJOWALES! NA GOWN* CI KURY! JESTES Z MIASTA CO TY BEDZIESZ ROBIL ZA WIESNIAKA?!). Aż w końcu jeden znajomy powiedział ze niedaleko jego jacyś starsi państwo maja fajne, niewielkie kuraki... No to wio! Pojechałem zbadać potencjalnych pupili. Gdy je zobaczyłem to... oniemiałem - KURY KTORE MIALY AFRO NA GLOWIE! SZOK! A że jestem w takich sprawach dość otwartym człowiekiem od razu musiałem poznać i wypytać o wszystko ów państwo. Powiedzieli ze sprowadzili je z Niemczech, ze sie nazywają czubatki... Po miesiącu miąłem przyjechać i odebrać "Kuraki z Afrem".
Przygotowania, niewysokie ogrodzenie (1m), na 2 szerokie a na 5m długie a w środku kurnik (przynajmniej ja to tak nazywałem, kilka desek jedna strona zrobiona tylko ze styropianu bo drewna mi zabrakło ale co najważniejsze - to cos miało dach, co prawda tylko z papy ale miało. Do jego budowy nie użyłem ani jednego gwoździa tylko małe kawałki drutu). Biedne kuraki 2 lata w tym się musiały gnieść. W tamtym roku wszystko Ewoluowało. -Kurnik taki (jak dla mnie) MEGA a do tego wygląda jak ładny kurnik albo mały domek, Ogrodzenie tez zmieniłem, może to teraz bardziej jak woliera... Miedzy czasie przestudiowałem kilka książek o drobiu ozdobnym, sporo sie nauczyłem. Ale co tu więcej mówić teraz mam Dwa Bialoczuby Czarne (+ 4 młode) i trzy Czubatki tego typu, takie rozczochrane http://www.czubatkapolska...e/zdjecie-1.jpg (+do tego 3 młode).
Podsumowanie- Nie znam podobnego wariata w moim wieku (Hehe ostatnio wlazłem do ich domku z piwkiem i zacząłem oblewać tam udany sezon)...
się hodowla rozwija...
Źródło: forum.woliera.com/viewtopic.php?t=209


Temat: Zielononóżki
Witam,
Poszukuję kur o zielonych nogach, których jajka mają mało cholesterolu (moja ciostka miała takie w dzieciństwie, a było to bardzo,bardzo dawno temu). Czytając to forum doszłam do wniosku, że jak nic chodzi o kurę zielononóżkę. Tylko zdziwiło mnie, że na zdjęciach tych kur jakoś nie widzę, tych zelonych nóg, może to kwestia zdjęć, albo ja zbyt dosłownie nastawiałam się na zielony kolor, a to chodzi o to, że mają delikatny zielonkawy odcień?
Widziałam też nazwę zielonózka kuropatwiana, czy dobrze myślę, że to ta sama rasa, a ta kuropatwiana oznacza kolor, ubarwienie?
Na forum wyczytałam też, że nie każda kura, która ma zielone nogi, to rasowa zielononózka. Gdy będę kupować takie kury na rynku to skąd mogę mieć pewność, że kupuję właściwe zielononóżki? Jak je rozpoznać?
Wyczytałam, że te kury nie nadają się do trzymania w klatkach, zamknięciu, ale czy można je trzymać luzem, zupełnie luzem, beż żadnych zagródek, siatek? Ktoś na forum opisywał, że te kury świetnie uciekają przed jastrzębiem, a co z kunami, łasicami, lisami?
Ktoś też pisał, że te kury potrafią przejść wiele kilometrów, żeby wrócić do swojego kurnika, czy jak kupię dorosłe kury to czy one nie wrócą sobie po prostu do poprzedniego właściciela? co zrobić, żeby zostały i nieuciekały.
Czy ktoś ma pomysł jak szybko, tanio i łatwo zrobić kurnik? W innym dziale są zdjęcia pięknych kurników, ale są trochę za duże. Myślimy o maksimum 2 kogutach i 8 kurkach. Widziałam też takie gotowe drewniane domki z marketach, ale one z kolei kosztują po 2 tys zł. a szkoda mi tyle wydawać na dom dla 10 kurek. Szukałam, ale nigdzie nie widziałam ogłoszeń, żeby ktoś sprzedawał gotowy kurnik. Czy można kupić duża klatkę, np. jak króliki, położyć dach, czy to im wystarczy?
No i najważniejsze pytanie, gdzie kupić zprawdziwe zielonóżki? Czy są jakieś hodowle blisko Warszawy?
Czy lepiej kupować małe kurczaczki, czy już dorosłe? Boję się, że takie małe kurczaczki mogą nie przeżyć na podwórku (pies, koty) czy może nie słusznie się boję?
pozdrawiam,
P.S. Jestem mieszczuchem i laikiem jeśli chodzi o kury, więc proszę o trochę wyrozumiałości, jeśli zadałam jakieś banalne pytania....
Źródło: forum.woliera.com/viewtopic.php?t=406


Temat: Odchów kurcząt!
w mojim przypadku jest troszke dziwnie...
Kurnik mam w stylu "Mały drewniany domek" ocieplony tylko styropianem (dwie partie styropianu piatki) i folia budowlana , podloga drewniana ocieplona tylko sciulka ok 20/30 cm cietej slomy.
Na wstepie powiem odrazu ze preferuje raczej legi naturalne. Z mojego "malego" doswiadczenia wiem ze (przynajmiej ja tak to odebralem), ze im bardziej -hmm jak by to okreslic- zajmowalem sie kurczetami tym bylo gorzej. Przez dwa sezony (bardziej zajmowalem sie) kurczetami czyli: ogrzewalem, chuchałem, dmuchałem, szczepilem (wsumie to je przenioslem do domu, mialy jeden pokoj w "surowym" stanie dla siebie), karmilem twarogiem, jajkiem, witaminkami itp. itd. Efekty byly hmm lekko mowiac malo zadowalajace. Kilka sztuk padlo (niewiem czemu), te co przetrwaly byly niewielki i mizernawe. w nastepnym sezonie robilem to samo i efekty tez byly takie same.
W Nastepnym sezonie kurczaczki niemialy juz tak lekko (stwierdzilem ze jesli ludzi na wsiach chowaja kury, nie zajmuja sie nimi, nie szczepia itd. itp. i im zyja, nie choruja i zdrowo, ladnie rosna to czemu by tak nie sprubowac). Przymnozki nie przymrozki ich miejsce bylo w kurniku "malym derwnianym domku" Dalem mlodym z kwoka pelna swobode, w pierwszych 2 dniach dalem tylko jajko i twarog, puzniej juz tylko proso,kanar i pszenice- nie szczepilem ich. Pozwalalem kurczeta na swobodne spacery po calej dzialce... Nastepny sezon - robilem wszystko tak jak we wczesniejszym. Efekty 2 ostatnich sezonow byly jak dla mnie zaskakujace. Qraki wogule nie padaly, byly wieksze i zywsze w porownaniu do tych z pierwszych dwoch sezonow... (straty w mlodych byly tylko 2 szt ale to z mojej winy pies je przestraszyl i w padly do oczka wodnego )

Wiec czy to nie dziwne .... im sie bardzie "chucha i dmucha" efekty sa mniejsze? No chyba ze tylko u mnie jest taka anomalia...

To taka moja dziwna odpowiedz...


Kamil Kowalski
Źródło: forum.woliera.com/viewtopic.php?t=990


Temat: M.P. i jego próby hodowli ptaków
Witam, niedawno się tutaj zalogowałem i od razu postanowiłem napisać ten wątek tzn. forum obserwowałem już dawniej, ale dopiero teraz postanowiłem stać się jego członkiem.

Otóż zacznę od początku, mam 13 lat i mieszkam w mieście. Drób interesowałe mnie od dawna jak byłem mały jeździłem z babcią i ciocią (mieszkają na wsi) na targi po kury, te zwykłe towarowe ja wybierałem te najbardziej kolorowe, zostało mi to do teraz jednak chciałbym mieć coś więcej, bo ja mieszkam w bloku nie mam podwórka więc u siebie ptaków hodować nie mogę. Pozostaje mi tylko u babci na wsi ok. 80 km, od mojego domu. Mają kurnik i jest również wybieg dla kur ogrodzony jako tako siatką, choć i tak te kury, które chcą wyjść wychodzą. Przyjerzdżamy tam często i jak jesteśmy to staram się przy nich coś robić, umyć poidła, nakarmić, pościelić, ale nie zawsze jestem, więc jak mnie nie ma musi to robić ktoś inny, ciocia albo babcia tzn, nie jest to dla nich wielkim uciążeniem, bo gdyby nie moje hobby to i tak by się zajmowały kurami.

Na razie w swojej hodowli posiadam:

-kilka kur towarowych
-2 koguty towarowe
-2 kurki liliputki
-para brahm
-para silek
-4 perliczki
-2 dorosłe kaczki (pekińska i mularda)
-15 małych kaczuszek (5 pekińskich, 5 dworek, 5 jakichś brązowych nie znam nazwy)
-18 kurczaków z tegorocznych lęgów

To wszystko mieszka na jednym wybiegu, mam szczęście, że koguty się nie biją, bo w przeciwnym razie mógłbym mieć tylko jednego.

Wybieg jest dość duży, jak popada w niektórych miejscach jest błoto i kałuże, ale w większej części jest wyżej, więc jest sucho. Niestety na wybiegu nie ma roślin, gdyż na jego miejscu będzie budowana obora i cały kurnik będzie przeniesiony. Mam pytanie co jeszcze mogę tam trzymać? Żeby się nie biło. Marzy mi się duży kurnik z obszernymi wybiegami, w których będą kury, bażanty, przepiórki i wielka woliera dla blaszkodziobych, miejsce jest, tylko jedyny problem to kasa (proszę tego nie traktować jako próbę wyłudzenia pieniędzy), także jest to bardzo mało prawdopodobne. Może kiedyś uda mi się postawić jakąś wolierkę dla bażanta albo jakichś kaczuszek. Prosiłem tatę, aby zbudował małe kurniki z drewna, bo on lubi tak majsterkować, ale nie ma czasu, i tu mam kolejne pytanie, czy mógłbym tam hodować jakieś stadko kur, które zimą zostanie przeniesione do tamtego większego kurnika?
Źródło: forum.woliera.com/viewtopic.php?t=5661


Temat: reportaż pół-biograficzny- "Marzyciele...?"
Marzyciele…?

Wiosenne popołudnie. Cisza, spokój, a w powietrzu migocące płatki zakwitłych jabłoni unoszone przez ciepły wiatr. Mieszkańcy Parady przygotowują w swych domach kolację lub wylegają na dwór, by spędzić czas z rodziną na świeżym, prześwietlonym rudozłotym słońcem powietrzu. Niektórzy właśnie kończą pracę w polu lub sprawdzają, czy wszystkie kury powróciły do kurnika na swoje grzędy.

STEREOTYPY
Rozmawiam z Izą(17 lat), mieszkającą w Paradzie od urodzenia:
-Tyle razy słyszałam od ludzi mieszkających w mieście, że marzą o przeprowadzce na wieś, bo „tam jest
spokój i czas płynie wolniej.” I zawsze uważałam, że taka opinia jest krzywdząca, zwłaszcza dla mieszkańców wsi, którzy często pracują ciężej i intensywniej niż ludzie z wielkich miast. Tu człowiek podobnie nie może pozwalać sobie na lenistwo-w małych miejscowościach także żyje się w pośpiechu-wiem, bo sama mieszkam razem z rodzicami i dziadkami, którzy często mówią, że doba mogłaby trwać dłużej.
Iza opowiada mi to wszystko z wielką determinacją i przekonaniem w głosie. Zupełnie, jakby czekała na pytanie dotyczące stereotypowej wizji wsi-zacofanej, obskurnej i pełnej niewykształconych ludzi.
-Kiedyś na pytanie mojej koleżanki o miejsce mojego zamieszkania odpowiedziałam, jestem ze wsi. Usłyszałam wtedy:” TY? Mieszkasz na wsi? A wyglądasz na miastową, nie na wieśniarę!”
Może jestem za bardzo wyczulona na tym punkcie, ale wtedy ze zdwojoną siłą dotarło do mnie w jak dobrej kondycji są stereotypy. Nadal. W XXI wieku. Jednak ja swojego zdania nie zmienię-dla mnie przysłowiowym „burakiem” może być człowiek z metropolii, który swoje życie traktuje jak jedną wielką piaskownicę.
Po chwili dodaje:
-Pewnie, że jest u nas dużo osób, zwłaszcza urodzonych przed wybuchem II wojny światowej, którzy nie potrafią czytać i pisać. Ale w większości przypadków ich nauka została samoistnie przerwana w momencie rozpoczęcia się wojny. Ludzie ci, często w wieku 17, 18 lat, musieli zrezygnować ze szkoły, by ratować wyniszczone gospodarstwa swoich rodziców.

PO PROSTU
Obok nas przechodzi lekko chwiejący się na nogach mężczyzna. Mimo trudności, udaje mu się dziarsko wykrzyknąć:” Oooo, witam panienki, witam… i o drogę pytam, miłego łykendu życzę, cześć i czołem!”
Pan Nowak-opisuje Iza- do niedawna roznosił mieszkańcom emeryturę, odbierając pieniądze z pobliskiej poczty. Widząc mój pytający wzrok, od razu odpowiada:” Niechby spróbował to „przepić”, miałby do czynienia ze zgrają rozwścieczonych rencistów. Wiedział, na co się pisze. Ani razu nikogo nie zawiódł, nie oszukał. Wszyscy wiedzą ,że pije, ale wiedzą też, że dotrzymuje obietnic i potrafi trzymać swój nałóg na wodzy wtedy, kiedy należy.

I JA TO WIEM I TY TO WIESZ
-Wszyscy znają wszystkich. Każdy kojarzy zdezelowany rower Nowaka, nowy samochód Kowalskich i wie, o której w nocy dwie sąsiadki wydzierały się na siebie do czasu przyjazdu radiowozu. Nawet skłóceni ze sobą mieszkańcy są zorientowani w sytuacji „wroga”.

W RESTAURACJI:- JEST ŻUREK? –NIE.-A PIEROGI RUSKIE?- NIE.-TO WODĘ POPROSZĘ.-NIE MA..- A CO JEST? - KUCHARKA NA ZAPLECZU, KUCHNIĘ SPRZĄTA
Nasza rozmowa zbliża się do finału. Schodzimy na temat krajobrazu.
-Może to i lepiej, że nie mamy tu żadnego sklepu ani nie ma nas na mapie. Przynajmniej można sobie czasem w spokoju pofilozofować, miejsca na „wypas myśli” jest ogromnie dużo. Czuć przestrzeń. Ciężko jest z dojazdem do miasta,, szczególnie w zimie-kiedy trzeba wstać o 5.00, żeby dojść, przedzierając się przez dwumetrowe zaspy, na przystanek o 7.05. Czasami-mówi Iza-wszyscy mają dość tego ”cywilizacyjnego deficytu.” A gdy widzi się, że na pięćdziesięciokilometrowym odcinku niedawno utwardzonej drogi czyha ponad 70 dziur, to nie jest sympatycznie. Nigdzie jednak nie czuć bliskości natury tak jak tutaj. Zawsze mi się wydaje, że gdyby to miejsce pokazać Orzeszkowej, napisałaby kolejną magiczną powieść.

Wracam samochodem, przejeżdżając przez całą wieś. Obok ustrojonego polnymi kwiatami krzyża widzę staruszka, który z pietyzmem zdejmuje beret z głowy i przyciska go do piersi. Naprzeciwko kilku domów, w cieniu konarów wiśni, na drewnianych ławkach siedzą trzymający się za ręce ludzie. Piękni ludzie.
A na tabliczce z nazwą miejscowości wyblakła już nieco, dopisana żółtym sprayem końcówka układa się w napis PARADAJS
Źródło: pisarskiepodziemie.fora.pl/a/a,962.html


Copyright (c) 2009 Oficjalny serwis Koła Naukowego Slawistów w Łodzi | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.